Przez siedem lat amerykańscy federalni prokuratorzy budowali sprawę przeciwko Matthew Goettsche, określanemu jako mózg BitClub Network — jednej z największych kryptowalutowych afer ostatniej dekady. Do procesu zostały dosłownie dni. Wtedy Departament Sprawiedliwości zdecydował się wycofać zarzuty.
BitClub prezentował się jako pula wydobywcza bitcoina: inwestorzy płacili za udział w zyskach z rzekomej mocy obliczeniowej firmy. Według śledczych realnego wydobycia właściwie nie było — pieniądze nowych uczestników trafiały do starszych, a raporty o zyskach powstawały po fakcie. Łączna szkoda to, jak szacowano, 722 mln dolarów zebranych od inwestorów na całym świecie.
Goettsche postawiono zarzuty już w 2019 roku — zmowę w celu oszustwa za pomocą środków komunikacji elektronicznej oraz sprzedaż niezarejestrowanych papierów wartościowych. Trzej współoskarżeni przyznali się do winy, w tym Joseph Frank Abel, który już w 2020 roku potwierdził sprzedaż niezarejestrowanych papierów powiązanych ze schematem. W jednym z dokumentów sądowych przytoczono słowa Goettsche o jego modelu biznesowym: zbudowany, jak sam powiedział, „na plecach idiotów".
Według Bloomberg Law polecenie wycofania zarzutów wydało biuro zastępcy prokuratora generalnego w Waszyngtonie, nakazując prokuraturze w New Jersey zamknięcie sprawy — z klauzulą uniemożliwiającą ponowne postawienie tych samych zarzutów. Krótko wcześniej zespół obrony Goettsche wzmocnili prawnicy bezpośrednio powiązani z otoczeniem Trumpa: Bradford Cohen, prawnik i były uczestnik programu The Apprentice, oraz Brett Tolman, specjalizujący się w uzyskiwaniu prezydenckich ułaskawień.
Departament nazwał decyzję rutynowym przeglądem spraw ciągnących się latami. Ale zbieżność w czasie — lobbing prawników bliskich Trumpowi i nagłe porzucenie wieloletniego śledztwa — wzbudziła pytania byłych prokuratorów o polityczny wpływ na takie decyzje. Pieniądze, które stracili inwestorzy BitClub, w ten sposób nie wrócą: zamknięcie sprawy karnej nie oznacza zwrotu środków.



