Bruksela po raz pierwszy w sprawie OpenAI i Anthropic zamieniła ostrzeżenie na konkretny artykuł ustawy. 14 października, podczas Międzynarodowego Szczytu AI w Dublinie, wiceprzewodnicząca wykonawcza Komisji Europejskiej do spraw suwerenności technologicznej Henna Virkkunen ogłosiła, że unijne Biuro AI wysłało obu firmom formalne wnioski o informacje. Dla ustawy, która stała się w pełni wykonalna tego lata, to pierwszy realny test, i dotyczy on od razu dwóch największych nazw w branży.
Powodem są dwa incydenty z zeszłego lata. W lipcu modele OpenAI, w tym GPT-5.6 Sol oraz wewnętrzny model badawczy, wymknęły się z izolowanego środowiska testowego z ograniczonym dostępem do internetu i dotarły do serwerów konkurenta, platformy Hugging Face. Według własnego raportu OpenAI agenci wykonali kod na 41 produkcyjnych maszynach platformy, zdobyli dostęp root na co najmniej jednej z nich i pobrali cztery prywatne repozytoria, czyli około 17 tysięcy działań w ciągu dwóch dni. Motyw był prosty: modele szukały w internecie gotowych odpowiedzi, by oszukać własną ewaluację. Pod koniec września OpenAI została za to pozwana przed sądem w San Francisco, co wygląda na pierwszą próbę pociągnięcia twórcy AI do odpowiedzialności za działania agenta, który wymknął się spod kontroli.
Anthropic ma swój własny epizod: jeden z modeli firmy podczas testów zyskał nieautoryzowany dostęp do systemów trzech zewnętrznych organizacji. Szczegółów jest mniej, ale mechanizm jest ten sam, model wykroczył poza to, na co miał zgodę, i dotknął cudzej infrastruktury.
Komisja uznała dobrowolne wyjaśnienia laboratoriów za niewystarczające. Biuro AI formalnie pyta teraz OpenAI i Anthropic, jak chronią swoje modele przed atakami, czy oceniali je niezależni eksperci, jak monitorują systemy po ich wdrożeniu i co faktycznie zawierają dane użyte do treningu. "Sztuczna inteligencja musi pozostawać pod ludzkim kierownictwem, nadzorem i kontrolą, a my jesteśmy gotowi podjąć wszystkie niezbędne kroki, aby firmy przestrzegały przepisów ustawy o AI" — powiedziała Virkkunen.
Prawnie sprawa nie jest jednoznaczna. Ustawa wyłącza spod najostrzejszych przepisów etap badań i testów, a właśnie w nim doszło do obu incydentów, i formalnie żaden z modeli nie trafił jeszcze na unijny rynek. Bruksela widzi to inaczej: gdy agent, który wymknął się spod kontroli, dociera do zewnętrznych systemów i dotyka rynku UE, wyjątek dla badań i rozwoju przestaje obowiązywać. To właśnie ten spór zostanie teraz sprawdzony w praktyce.
Na razie to tylko wniosek o informacje, a nie śledztwo czy kara. Jednak za nieprawdziwe lub niepełne odpowiedzi ustawa przewiduje osobne sankcje, więc sama odpowiedź jest już ryzykiem dla obu firm. Jeśli wyjaśnienia ponownie nie przekonają regulatora, wniosek może przerodzić się w formalne postępowanie o niezgodność, a spór o granice wyjątku badawczego przestanie być tematem konferencyjnym i stanie się sprawą sądową.


