W Korei Południowej dług można teraz spłacić bitcoinem dosłownie. 12 października Sąd Najwyższy ogłosił Zasadę nr 3280: od 1 listopada sądy zyskają jednolity mechanizm blokowania, zajmowania i sprzedaży kryptowalut dłużników.
Jeśli monety leżą na giełdzie, sąd wydaje nakaz zamrożenia, a giełda ma tydzień na ujawnienie, jakie dokładnie aktywa posiada dłużnik, jakiego są typu i czy nie ciążą na nich inne roszczenia. Dalej sąd może nakazać bezpośredni przelew środków wierzycielowi, sprzedaż przez samą giełdę albo przeniesienie na specjalne konto egzekucyjne i sprzedaż po cenie rynkowej.
Trudniej jest z portfelami, które dłużnik trzyma sam. Tutaj sąd dopuścił coś nietypowego: komornik może przejąć kontrolę nad aktywami jeszcze przed formalnym powiadomieniem właściciela — żeby ten nie zdążył wyprowadzić środków, gdy dowie się o roszczeniu. Formalności załatwia się dopiero po przejęciu kontroli.
To nie punktowe rozwiązanie pod jedną głośną sprawę. Sąd Najwyższy wprost wyjaśnił powód: liczba sporów z udziałem kryptowalut wzrosła na tyle, że potrzebny był jeden standard zamiast rozproszonych decyzji poszczególnych sędziów. Zasada obejmuje też sprawy już toczące się, a nie tylko nowe pozwy.
Pozostaje jednak luka: jeśli dłużnik sam trzyma klucze i po prostu odmawia współpracy, nadal trudno fizycznie odebrać monety — sąd może opisać procedurę, ale nie włamie się do portfela. Za to giełdy mają nowy obowiązek: odpowiadać na żądania sądów dotyczące klientów równie szybko, jak banki odpowiadają w sprawie rachunków, a dłużnik zachowuje prawo do odwołania, zanim decyzja stanie się ostateczna.


