Senat USA wrócił z letniej przerwy 13 lipca z twardym terminem nad głową: mniej więcej cztery tygodnie przed sierpniową przerwą, by przeprowadzić CLARITY Act — pierwszą poważną próbę uregulowania struktury rynku krypto w kraju. Ci, którzy śledzą sprawę, zgodnie twierdzą, że to ostatnia realna szansa w tej kadencji Kongresu.
Na papierze potrzeba 60 głosów, prosty próg. W praktyce republikanie prawie nie mają marginesu błędu. Śmierć senatora Lindseya Grahama i przedłużająca się nieobecność Mitcha McConnella oznaczają, że partia musi zebrać niemal cały swój klub plus garstkę demokratów. Sam Trump włączył się do kampanii na Truth Social, ostrzegając, że jeśli Senat nie przegłosuje ustawy, Chiny przejmą "pełną i całkowitą kontrolę" nad krypto i sztuczną inteligencją.
Prawdziwym problemem nie są jednak techniczne detale, lecz etyka. Demokraci pod wodzą senatora Chrisa Murphy'ego domagają się ostrzejszych zasad przeciw konfliktowi interesów: rozszerzenia ograniczeń na członków rodzin urzędników, zakazu posiadania aktywów cyfrowych przez urzędników wprost, obowiązkowego ujawniania transakcji oraz wyraźnego zakazu wypuszczania lub promowania memecoinów przez prezydenta. To żądanie nie jest abstrakcyjne — według własnej deklaracji majątkowej Trumpa jego majątek związany z krypto wzrósł w zeszłym roku o około 1,4 mld dolarów, a sam jego memecoin przyniósł 636 mln dolarów, czyli był jego największym źródłem dochodu w 2025 roku.
Drugi spór dotyczy Sekcji 604, która miałaby chronić twórców oprogramowania niekustodialnego — portfeli, protokołów — przed przepisami dla podmiotów przekazujących pieniądze. Organy ścigania ostrzegają, że wyjątek jest na tyle szeroki, że mógłby osłaniać tych, którzy piorą pieniądze z przestępstw za pomocą kodu.
Analitycy Galaxy Digital obniżyli szanse na uchwalenie ustawy do poziomu pół na pół, z 70% na początku roku. Jeśli Senat nie zdąży w te cztery tygodnie, CLARITY Act może przepaść do kolejnej kadencji Kongresu, a amerykańskie giełdy i platformy DeFi znów zostaną bez jasnych reguł gry.



